Niedawno natrafiłam na pewien artykuł, ale dopiero dziś przeczytałam go w całości na spokojnie.
http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,102,co-jest-lepsze-byc-z-kims-czy-samemu.html
"Co jest lepsze: być z kimś czy samemu?"
i znalazłam w nim dwa fragmenty, które pasują do mnie.
Oto one:
"
A rozwiązanie znajduje się w nas samych. Bo to my decydujemy o tym, jak
na powołanie odpowiedzieć. Oczywiście, byłoby zbyt wielkim uproszczeniem
napisać, że wszystko zależy od naszej woli. Bo aż tak pięknie nie jest.
Możemy za św. Pawłem powiedzieć, że pragniemy dobrych rzeczy, ale
dochodzi w nas do głosu stary człowiek i czynimy to, czego nie chcemy.
Tak nierzadko jest z tymi, którzy uciekają od realnych kontaktów w świat
wirtualnych spotkań, rozmów, wymiany myśli, blogów, itd. Są to często
osoby, które bardzo potrzebują ciepła, zrozumienia, drugiej bliskiej
osoby. Jednak w realnym świecie nie czują się na tyle odważne, a może
adekwatne, aby ryzykować spotkanie. Za taką postawą może się kryć - z
jednej strony - prosty brak doświadczenia relacji bo, dajmy na to, nigdy
nikt nie nauczył ich bycia z innymi. Albo nie mieli okazji ku temu. Ale
mogło się zdarzyć, że zostali odrzuceni, zranieni... i w konsekwencji
schowali się w skorupce jak ślimak. Wychodzą z niej przed ekranem
komputera, bo tam wydaje się im, iż nikt ich nie widzi, nie wyśmieje,
nie skrzywdzi. To jest druga strona. W każdym razie lęk, brak
doświadczenia, różne zranienia, niewiara w siebie, nieakceptowanie
siebie (choćby swego wyglądu, czy braku wymarzonych "zdolności")
sprawiają, że osoby te nie podejmują ryzyka spotkania z drugim
człowiekiem. Proszę zobaczyć - wracam do pierwszych rodziców - nie ufają
innym i sobie. Jednym słowem wcale nie trzeba szukać przyczyn problemów
nie wiadomo gdzie..."
Może aż takim "ślimakiem" nie jestem, ale mam mnóstwo jego cech.
Czasami cała wewnętrzna "ja" ciągnie mnie do ludzi, chce z nimi przebywać jak najdłużej, ale wśród nich nie czuję się najlepiej i wole pozostać w swoim ciasnym kręgu znajomych i osoby mej własnej.
(...)
"Przecież tak jak różnimy się między sobą fizycznie, tak i jesteśmy
zróżnicowani psychicznie. Wiemy, że są osoby, które bardzo dobrze czują
się będąc pośród innych: zawsze w centrum, wyśmienicie radzą sobie z
relacjami, ale bardzo źle znoszą samotność, ciszę. Nazywamy ich -
upraszczając - ekstrawertykami. Odwrotność - również dobra - to
introwersja. Charakteryzuje osoby kochające ciszę, samotność. Preferują
spokój, znajome miejsca i unikają hałasu, tłumu. Mają też kłopoty w
nawiązywaniu relacji, za to są osobami na ogół głębokimi. Są też osoby
łączące jedną i drugą cechę: trochę ekstra- a trochę introwertyczni. Już
ten zespół cech pokazuje, że każdy z nas inaczej będzie podchodził do
samotności i relacji z innymi. Jednak należy odróżnić osoby
introwertywne, które preferują ciszę, od osób unikających ludzi ze
strachu czy też z braku wiary w siebie. Bo różnica jest spora."
Chyba jestem głębiną bez dna. Ale ja jestem też połączeniem ekstra-i introwersji. Zdecydowanie. Nigdy nie umiałam siebie dokładnie określić. Jestem zbyt zmienna, z reguły cicha i nieśmiała, ale jak rozwinę skrzydła to zrobię i załatwię wszystko i dogadam się z każdym. I wszędzie mnie pełno. Ale to są przebłyski, chwile. Potem dostaję po kościach i wracam do skorupki....
To tyle moich przemyśleń.
Rozpaczam nad, że moje plany "coś" popsuło i muszę jeszcze pobyć w domu.
I niedługo czeka mnie nieuchronna wizyta u dentysty. Chyba pierwszy raz w życiu się jej boję.
Nigdy wcześniej nie bałam się dentysty.
A teraz jakoś... coś się zmieniło.