Co byście zrobili słysząc kilka razy dziennie,że jest się beznadziejnym? Jakbyście się czuli pracując cały dzień, żeby po powrocie "inkwizycji" usłyszeć co jeszcze nie zostało zrobione lub,że cały dzień nie robiło się nic...? I to w dość głośny, nieprzyjemny sposób?
Latasz cały dzień, robisz co możesz, szykujesz obiad a zamiast zwykłego uśmiechu słyszysz "A pietruszki znowu nie ma!" No nic. Milczysz.
Podlejesz rododendrony a usłyszysz "a czemu szklarnia nie podlana".
Kurcze, nie jestem w stanie pamiętać o wszystkim...
Już naprawdę nie mogę tego słuchać w milczeniu...
Nerwy mi puszczają... No bo... przecież nie leżę do góry brzuchem!
Ale ciągle sobie powtarzam "Iguś spokojnie, jeszcze tylko tydzień, tydzień..."
Bo właśnie w czwartek jedziemy do Wrocławia i wywiozę pierwszą turę "rzeczy niezbędnych".
Chciałabym żeby już była niedziela, wtedy będę mogła spokojnie usiąść wiedząc, że mój spokój nie zostanie naruszony. A dziś tylko podtrzymywał mnie na duchu spokojny wzrok taty, pełen zrozumienia i pocieszenia. I Jego znikająca za drzwiami , milcząca postać. "Pa Kocurku" i już idzie do pracy.
Ostatnio mam już dwie osoby, które uwielbiają mi nadawać nazwy zwierząt ;P
Chyba już mnie nic nie zdziwi.
Muszę uciekać, Mam może w każdej chwili wrócić ze sklepu i wtedy lepiej nie być przed komputerem...
Latasz cały dzień, robisz co możesz, szykujesz obiad a zamiast zwykłego uśmiechu słyszysz "A pietruszki znowu nie ma!" No nic. Milczysz.
Podlejesz rododendrony a usłyszysz "a czemu szklarnia nie podlana".
Kurcze, nie jestem w stanie pamiętać o wszystkim...
Już naprawdę nie mogę tego słuchać w milczeniu...
Nerwy mi puszczają... No bo... przecież nie leżę do góry brzuchem!
Ale ciągle sobie powtarzam "Iguś spokojnie, jeszcze tylko tydzień, tydzień..."
Bo właśnie w czwartek jedziemy do Wrocławia i wywiozę pierwszą turę "rzeczy niezbędnych".
Chciałabym żeby już była niedziela, wtedy będę mogła spokojnie usiąść wiedząc, że mój spokój nie zostanie naruszony. A dziś tylko podtrzymywał mnie na duchu spokojny wzrok taty, pełen zrozumienia i pocieszenia. I Jego znikająca za drzwiami , milcząca postać. "Pa Kocurku" i już idzie do pracy.
Ostatnio mam już dwie osoby, które uwielbiają mi nadawać nazwy zwierząt ;P
Chyba już mnie nic nie zdziwi.
Muszę uciekać, Mam może w każdej chwili wrócić ze sklepu i wtedy lepiej nie być przed komputerem...
Odnośnie pierwszego akapitu: spoko, ja też tak mam. Staram się olewać, ale czasem naprawdę jest smutno.
OdpowiedzUsuń