poniedziałek, 27 maja 2013

...

Więc jak zwykle czuję się niezrozumiana.
normalka
Przypomniał mi się "Żuraw i Czapla"
Wtedy też tak dłuuugo się miajaliśmy dopóki oboje nie mieliśmy pewności...
Bardzo długo.
Czekasz...czekasz...czekasz... znajdujesz? I ryyyp.
I znów trzeba wszystko układać i czujesz pustkę.
Tata zawsze mówi ,zę czasem trzeba "jak krowie na rowie".
Wprost. A kobieta? "domyśl się"
Ale  "oni" nie umieją się domyśleć.
I zapada cisza.

Moje nastroje sa ostatnio tak zmienne jak nie wiem co...
Potrafię się śmiać a po minucie zbiera mi sie na płacz.
Ale pokazać smutek? Po co, by inni się martwili?
Ile osób tak naprawdę interesuję co się u mnie dzieje.
Tak bardzo czuje sie nierozumiana...

Nie, nie będę więcej pisać, bo będę potem żałować.

Moje ostanie "naście" lat ;P

Zadanie na dziś? Obżeranie się ciastem, sałatkami i wszystkim czym tylko można xD A przy okazji maaaasę sprzątania ;P

Wczorajszy dzień uważam za udany ;)
Kurcze jak patrzę na ciasto to juz mi się niedobrze robi...
Tyle tego pozostawało!!!
Najważniejsze, że Szymonek był zadowolony ;)
A ja dostałam ładne kwiatki od wujcia ^^

I maasę pochwał za wystrój i dekorację stołu ^^

Niby się wyspałam ale i tak nic mi się nie chce...
Zmykam

czwartek, 23 maja 2013

A przed Komunią...

Co byście zrobili słysząc kilka razy dziennie,że jest się beznadziejnym? Jakbyście się czuli pracując cały dzień, żeby po powrocie "inkwizycji" usłyszeć co jeszcze nie zostało zrobione lub,że cały dzień nie robiło się nic...? I to w dość głośny, nieprzyjemny sposób?
Latasz cały dzień, robisz co możesz, szykujesz obiad a zamiast zwykłego uśmiechu słyszysz "A pietruszki znowu nie ma!" No nic. Milczysz. 
Podlejesz rododendrony a usłyszysz "a czemu szklarnia nie podlana".
Kurcze, nie jestem w stanie pamiętać o wszystkim...
Już naprawdę nie mogę tego słuchać w milczeniu...
Nerwy mi puszczają... No bo... przecież nie leżę do góry brzuchem!

Ale ciągle sobie powtarzam "Iguś spokojnie, jeszcze tylko tydzień, tydzień..."
Bo właśnie w czwartek jedziemy do Wrocławia i wywiozę pierwszą turę "rzeczy niezbędnych".

Chciałabym żeby już była niedziela, wtedy będę mogła spokojnie usiąść wiedząc, że mój spokój nie zostanie naruszony. A dziś tylko podtrzymywał mnie na duchu spokojny wzrok taty, pełen zrozumienia i pocieszenia. I Jego znikająca za drzwiami , milcząca postać. "Pa Kocurku" i już idzie do pracy.
Ostatnio mam już dwie osoby, które uwielbiają mi nadawać nazwy zwierząt ;P
Chyba już mnie nic nie zdziwi.

Muszę uciekać, Mam może w każdej chwili wrócić ze sklepu i wtedy lepiej nie być przed komputerem...

środa, 22 maja 2013

Post dla Oli:

Mooooooooooja!!! ;**
Ciebie też kocham! Nie ma co się załamywać...  Będzie dobrze ^^


Ps. Dla reszty świata:
MAM JUŻ WAKACJE!!!
Najdłusze i najbardziej stresujące w życiu...

środa, 15 maja 2013

Już tóż tóż...

Środa, jeszcze tylko niecałe 2 dni i najtrudniejsza matura!
HISTORIA
Ukochana i Znienawidzona....
A potem chyba się wyrwę do Wrocławia na 2 czy 3 dni i wrócę na maturę z "Meine Liebe Deutsche"
A potem tylko Pierwsza Komunia Szymonka w Dzień Mamci, czyli święto 3 w 1 xD
Później? Najdłuższa wycieczka rowerowa z braciszkiem i początki zdzierania starych tapet w nowym pokoju ;) A potem robienie hałasu i bałaganu -zbijanie tynku, wyrównanie ścian, kupno farb i takie tam... 
Ha, zapomniałam o złożeniu podań na uczelnie ^^
A z resztą się zobaczy...

Dziś znów miałam takie dziwne sny, takie co się pamięta przez cały dzień i nie dają ci spokoju. 
Aż człowiek się zastanawia czy mogą być one prawdziwe???

Pokora. To jest to nad czym Igg pracuje od dawna...

poniedziałek, 13 maja 2013

Tak Oo.

Tak. Tak się uczę do matury.
Projektując pokój.

Zabijając myśli.

Tylko szkoda,że mój entuzjazm jest tłumiony...

Ach! Ostatnio ponoć wszystko robię źle.
Dobrze, że chociaż z tatką mogę normalnie porozmawiać i trochę się pośmiać.

No cóż.

Jeszcze trochę...

piątek, 10 maja 2013

przerwa

Pierwszy tydzień matur mam za sobą i teraz tydzień wolnego.
Tylko nie wiem czy mam się śmiać czy płakać.
Mam AŻ tydzień i TYLKO tydzień na ostatnie powtórki przed historią.
Czuje się taka nieprzygotowana na nią... ;(
Za to na inne przedmioty na razie nie mogę narzekać.
Tylko ja umiem pomylić Sienkiewicza z Mickiewiczem i dostać 20na20 z ustnego polskiego.
Jednak uśmiech w życiu jest ważny ;)

A co dziś jeszcze ciekawego?
Musiałam się komuś wygadać, porozmawiałam więc z moją M.O.
I zrobiła mi takie pranie mózgu.
Nie dziwię się jej, w końcu ona sama niedawno doświadczyła zakończenia tz. związku na odległość.
W sumie to jej pierwsze pytanie brzmiało "gdzie on mieszka?".
Oh, Igg, ty uparte, dziwne stworzenie!
Mój spokój został całkowicie zakłócony a ja nie wiem co robić ;(
takie rozdwojenie jaźni.
Ale komuś coś obiecałam i słowa dotrzymam.
Ja nie rzucam słów na wiatr!
Chociażby miałoby mnie to dużo kosztować.

A wczoraj?
Miałam cudowny dzień, banana na twarzy, łaskotki od brata i...
wieczorem przyjechała rodzinka...
Ach! w jedną chwilę poczułam pragnienie zapadnięcia się pod ziemię.
Wybrałam jednak górę, balkon i towarzystwo komarów.
I właśnie w chwili największego smuteczku odezwał się telefon.
Odebrałam i przybrałam "normalny" głos.
A tam kto?
Pielgrzymkowy braciszek dzwonił pozdrowić z Jasnej Góry.
Równo o 21 ;) "jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam"
Najlepsze lekarstwo!
Ach, ostatnio jednak czuję taką Bożą opaczność i miłość.
I taką pomocna dłoń!

"Pogodę trzeba mieć w sobie
prywatną pogodę wewnętrzną
i włączać ją w sobie jak światło,
gdy chmury i bzdury się piętrzą.
Uśmiechnij się gdzieś tam w środku
i wymuś na sobie optymizm"

środa, 8 maja 2013

Z czekoladą do przodu...

Kolejny rozdział się zaczyna, pewien kończy.
2 matury za a 5 przed.
Dopiero teraz czuję jak naprawdę ściga mnie dorosłość, odpowiedzialność i ważne decyzje.
Już niedługo koniec matur, 19, przeprowadzka, studia, może praca?
W tym wszystkim, coraz bardziej staje się tego pewna, przydałoby się coś jeszcze.
Ale nie wszystko od razu. Pomału, żeby jak to było na maturze z polskiego, nie popełnić błędów.
Bolesnych błędów, bo te małe i drobne zdarzają się cały czas i są mało istotne.

Czego tak tak naprawdę oczekuję od przyszłości, od życia?
Chyba to odpowiedni czas by znaleźć na nie odpowiedz...


poniedziałek, 6 maja 2013

a przed maturą...

Musiałam to dodać ;)

Miłego dnia ;*

niedziela, 5 maja 2013

Ciężka noc

Tak, dziś długo nie mogłam zasnąć. Ratunkiem się okazał telefon po północy do przyjaciółki. Kilka wymienie zdań i już człowiekowi lepiej, troszku?
Co mi nie dawało spać? To co zawsze, czyli moje MYŚLI, PRZEMYŚLENIA, PRZEMYŚLUNKI.
Takie tam
Ks. Pawlukiewicz w jednej ze swoich genialnych konferencji nawiązał do takiej anegdotki.
Każdemu z nas zdarzyło się kiedyś przybijać gwóźdź, i w pewnym momencie został on wykrzywiony. Wypadałoby go wyciągnąć i wbić nowy, ale nie. Łatwiej taki zaklepać, przybić na siłę...
Może to złe nawiązanie ale myślę, że w moim sercu jest właśnie taki krzywy gwóźdź. Rana po nim goi się już bardzo długo, przyzwyczaiłam się do swojego życia. Powili stworzyłam nowy mały świat i pogodziłam się z obecnym stanem rzeczy. (rozum) Mam kilka ludzi, do których już wiem,że mogę zdzwonić i w środku nocy. Obudzę ich a oni będę się cieszyć, że im ufam. Ale to są wyjątki. I rzadko im mówię co tam naprawdę dzieję się w moim wewnętrznym Ja. Nie chce przelewać na ludzi swoich smutków.
Tak więc żyłam sobie już całkiem normalnie, stworzyłam sobie coś na wzór "samotni" wśród ludzi. Całe życie walczyłam o akceptację i zrozumienie. Było mi dobrze jak jest. Czasem tylko wracały wspomnienia dawnego uczucia i osoby, ale nauczyłam się tłumić lub po prostu skutecznie robiła to moja poduszka... Nie pozwoliłam nikomu przebić się przez moją "wew. barierę", mój niewidzialny pancerz obrony. Tęsknota wróciła na wakacjach. (serce) Ale rozum skutecznie je stłumił. I tak zaczęłam kolejną wewnętrzną walkę. I właśnie kilka dni temu poznałam kogoś, kto ma tyle podobnego, że aż wydaję się do nierzeczywiste. Serducho się ucieszyło i pozwalało sobie na coraz śmielszy uśmiech. Ale wczoraj, wczoraj odezwał się rozum. On skutecznie poruszył moim "gwoździem" i przypomniał jak straciłam ostatniego przyjaciela. Moje lekarstwo na smutki, nierozłącznego towarzysza, znającego mnie jak nikt, wypełniającego każdy mój dzień i myśli. Ale tak miało być.
"Prawdziwy przyjaciel to ten, który wie o tobie wszystko i mimo to wciąż cię kocha"  to motto przeczytałam wczoraj w nocy ze strony tytułowej mojego śpiewnika.Jak ja dawno do niego nie zaglądałam!
Więc wczoraj wieczorem pierwszy raz pozwoliłam sobie na sentymentalność i rozmowę o sprawach, które były okryte strefą tabu. I to tak strasznie zmętliło mi myślenie i mój wewnętrzny spokój.
Zawsze starałam się pomagać ludziom, być dobrym człowiekiem i pomagać im na ich smutki. Ktoś mi kiedyś powiedział, że powinnam zacząć myśleć o sobie. I troszku zaczęłam.
Chciałabym być szczęśliwa. Nie myśleć tyle i nie rozkładać wszystkiego na części pierwsze. Ale ja tak nie umiem. Myślę, że dzisiejsi ludzi są poranieni przez życie. Każdy ale w różnym stopniu. Ja moje poranienia tak mocno zagwoździłam, że ruszane strasznie boją. Dlatego staram się ich nie ruszać.
Zostałam zraniona w życiu przez wiele ludzi, ale nigdy nie miałam do nich żalu i złości. Zawsze starałam się ich zrozumieć i uzasadnić. Przebaczenie- jedno z moich ulubionych słów.
Może byłam w życiu za mało przytulana i przez pół życia porównywana do brata, który w oczach rodziców (ja to tak odbierałam jako dziecko) był tym lepszym, mądrzejszym. Wiem, że oni mnie kochają ale ja zawsze czułam się tą gorszą. Dlatego brak mi pewności siebie.

Oaza nauczyła mnie pracy nad sobą i budowaniu odwagi. To dzięki niej nauczyłam stanąć przed ludźmi i nie stresować się tam bardzo. To ona uczy mnie pozytywnego myślenia i uczy dowartościowania.

Ale długa droga przede mną. Baaardzo długa.

I jak serce ma być szczere wobec rozumu, to tak brakuje mi miłości. Ale boję się też na nią znów otworzyć i zaufać. Bo nie wiem czy moja poszarpana psychika zniosłaby kolejne rozstanie z czymś tak cudownym jak prawdziwa miłość, ta ludzka...

sobota, 4 maja 2013

matura czy bzdura?

Chyba "odżyłam", tak tak. Jest ku temu kilka powodów: ;)
1.wiosna (taka prawdziwa)
2.nowa pasja (moje rybki kochane!)
3.i jak to napisałam wczoraj koledze (uwaga cytuję)
-o czym znowu? do roboty! i tyle ;D
-no nie
-no tak
-mam tyle mysli,ze po kazdym zdaniu w ksiązce dostaje szału
-why?
-Mam dosyć tej nauki...nie bede ci przeciez narzekac ;P
-nie anrzekaj, tylko albo do roboty albo odpoczywac
a za tydzień Cię widze na oazie ;D
-ty sie nie śmiej, nawiązuje własnie nowe znajomości !;P
bede wkuwać daty na historie!
-nie ma wkuwania dat, bo jestt spotkanie! Iga jestem z Cieie dumny nowe znajomości zawsze na plus ;D
-jestem desperatką!Załozyłam konto na "sympatia.pl" xD
-hahaha wybacz xD
-Nooo i otóz to!
ale mogłaś jakiś bardziej młodzieżowy portal wybrać
omegle teraz jest popularne
-Filip, no proszę cię.
Odbija mi przed ta matura
22:38
-hahaha jak każdemu xD ale faza ;P
 
(Dla wtajemniczonych Fifi jest moim animatorem, człowiekiem, który kazał mi się bardziej otworzyć na ludzi, i to dzięki niemu przeżyłam swoją studniówkę ^^ )
 
Ale tak naprawę, to jakoś nie wierzyłam, że poznam tam takich sympatycznych ludzienków ;)
najzabawniejsze jest w tym wszystkim to, że motywatorem do założenia konta było obejrzenie kawałka jednego z odcinków "Na dobre i na złe" ^^ 

Jutro mam okazję pojechać do Wrocławia ale chyba zrezygnuję, bo stracę cały dzień, który bym mogła poświęcić na naukę... A z drugiej strony wyrwać się z domu na jeden dzień byłoby super!

Ale ten czas leci! Za szybko i za wolno. 
W ostatnim czasie mam taki mętlik w głowie... Chciałabym już wakacje,  móc wyjechać w góry i nie myśleć o niczym ważnym...
;*