Podniosła wzrok znad swoich wilgotnych, lekko błyszczących kosmyków i spojrzała na monitor.
Dziś postanowiła coś napisać, ale ciągle myślała o tym, że jej włosy pierwszy raz od 2 lat spotkały się z nożyczkami. I nawet jeśli były to tylko te 2 cm, to dla niej było to 20...
Ostatnio inaczej patrzyła na świat.
Chyba lepiej.
Przeżyła sekcję zwłok, dostała rolę na jasełkach i biegała z koleżankami po mieście robiąc zakupy, niekoniecznie przedświąteczne. ;)
Znów wróciła jej radość życia.
Czuła, ze się wyleczyła z choroby o nazwie miłość i zyskała bardzo dobrego kolegę, może nawet przyjaciela z którym w końcu niedługo się spotka i oceni czy faktycznie jest zdrowa. Czy będzie umiała zachowywać się swobodnie i nie myśleć o tym co dawniej ich łączyło...
Zaczęła się w końcu uczyć, czuła się dobrze na uczelni, wśród cudownych dziewczyn, które robiły dla niej więcej niż mogłyby się domyślać... Po prostu ją akceptowały, rozmawiały, wygłupiały się, śmiały, chodziły razem na miasto. Po prostu BYŁY obok niej. Uważały ją za towarzyszkę równą im.
To było takie... zwyczajne i jednocześnie piękne.
To było coś WIELKIEGO I WAŻNEGO dla niej.
Jej wystarczy tak niewiele.
Niewiele.
Miała dużo zmartwień, problemów, dylematy i rozterki rodzinne, rzeczy bliskie jej na które nie miała wpływu, ciągle widziała, jak dwoje najbliższych jej ludzi ciągle się kłóci i oddala od siebie. Nie mogła tego zaakceptować. Starała się zrozumieć, od lat... bała się o młodszego brata. Był coraz bardziej nerwowy i niegrzeczny w szkole...
A ona tylko widywała ich raz na jakiś czas. Kochała ich całym sercem i cierpiała, bo nie mogła nic zrobić. Przytulała nieraz brata i nic nie mówiła. Już nie widziała co. I tak by jej pewnie nie uwierzył skoro ciągle widział rzeczy sprzeczne z tym co było mu mówione...
Westchnęła i pomyślała, że łatwiej pisać o sobie jak o kimś obcym...
Wiedziała, że dzięki małym rzeczą daje radę by nie zwariować, uśmiechać się na przekór i nie martwić innych swoimi problemami.
Bo i po co?
Dziś postanowiła coś napisać, ale ciągle myślała o tym, że jej włosy pierwszy raz od 2 lat spotkały się z nożyczkami. I nawet jeśli były to tylko te 2 cm, to dla niej było to 20...
Ostatnio inaczej patrzyła na świat.
Chyba lepiej.
Przeżyła sekcję zwłok, dostała rolę na jasełkach i biegała z koleżankami po mieście robiąc zakupy, niekoniecznie przedświąteczne. ;)
Znów wróciła jej radość życia.
Czuła, ze się wyleczyła z choroby o nazwie miłość i zyskała bardzo dobrego kolegę, może nawet przyjaciela z którym w końcu niedługo się spotka i oceni czy faktycznie jest zdrowa. Czy będzie umiała zachowywać się swobodnie i nie myśleć o tym co dawniej ich łączyło...
Zaczęła się w końcu uczyć, czuła się dobrze na uczelni, wśród cudownych dziewczyn, które robiły dla niej więcej niż mogłyby się domyślać... Po prostu ją akceptowały, rozmawiały, wygłupiały się, śmiały, chodziły razem na miasto. Po prostu BYŁY obok niej. Uważały ją za towarzyszkę równą im.
To było takie... zwyczajne i jednocześnie piękne.
To było coś WIELKIEGO I WAŻNEGO dla niej.
Jej wystarczy tak niewiele.
Niewiele.
Miała dużo zmartwień, problemów, dylematy i rozterki rodzinne, rzeczy bliskie jej na które nie miała wpływu, ciągle widziała, jak dwoje najbliższych jej ludzi ciągle się kłóci i oddala od siebie. Nie mogła tego zaakceptować. Starała się zrozumieć, od lat... bała się o młodszego brata. Był coraz bardziej nerwowy i niegrzeczny w szkole...
A ona tylko widywała ich raz na jakiś czas. Kochała ich całym sercem i cierpiała, bo nie mogła nic zrobić. Przytulała nieraz brata i nic nie mówiła. Już nie widziała co. I tak by jej pewnie nie uwierzył skoro ciągle widział rzeczy sprzeczne z tym co było mu mówione...
Westchnęła i pomyślała, że łatwiej pisać o sobie jak o kimś obcym...
Wiedziała, że dzięki małym rzeczą daje radę by nie zwariować, uśmiechać się na przekór i nie martwić innych swoimi problemami.
Bo i po co?