niedziela, 10 maja 2020

Po 5 latach... kim jestem?

2020... minęło już 5 lat od mojego ostatniego tutaj posta. Ale nie od wizyty. Lubię sobie tutaj czasem zaglądać aby poprzypominać sobie jak mi się kiedyś żyło, jak się czułam i jak patrzyłam na świat.
Czy "coś" się u mnie zmieniło?
Mnóstwo rzeczy!
Pomijając fakt, że popełniłam masę błędów. Np. zdążyłam się zaręczyć i zerwać zaręczyny, przeboleć stratę, dorosnąć, zająć się sobą, odpuścić, zmienić myślenie i... zakochać się ponownie ;)
Przez lata miałam w sobie ogromne pragnienie posiadania rodziny i kogoś obok. Byłam zaślepiona, poraniona przez życie i nie zauważałam wielu rzeczy. Bałam się tego jak lata mi przelatują przez palce...Ale już się nie boję. Odpuściłam. Oczywiście nie sama. Z Bożą pomocą i po przelaniu litrów łez, ogromnym buncie i kłótniach z Ojcem Niebieskim. Tak kłótniach! 
Musiałam wyzerować. 
Musiałam zaakceptować siebie!
Musiałam siebie pokochać!
Musiałam zacząć uśmiechać się do siebie w lustrze!
Musiałam nauczyć się cieszyć każdym dniem, małą rzeczą...
Musiałam poczuć się wartościowa w wielu oczach, również swoich.
Czy się udało?
Myślę, że tak ;)
Oczywiście, że nadal mi się zdarzają gorsze dni czy chwilowe uczucie bycia gorszą czy niezrozumianą czy niepotrzebną...
Ale... pracuję od kilku lat w przedszkolu i dzieci w swej niezwykłej szczerości są cudownym lekarstwem na smutek. Nawet jeśli się zdarza mi się w pracy czasem zdenerwować to jestem tam szczerze radosna i chce mi się chcieć ;)
Gdy czuję się niezrozumiana lub olana to owszem... czasami zamykam się w sobie i milczę. Wtedy analizuję swoje wnętrze, uczucia, emocje. Staram się poznać powód, przez który czuję się źle. 
Gdy już to odkryję to pomału staram się wytłumaczyć tej drugiej osobie. 
Na razie się udaje! Cisza raz trwa chwilę, raz pół godziny ale nigdy nie pozwalamy jej zwyciężyć. 
Staramy się zrozumieć siebie na wzajem. Wytłumaczyć co jest dla nas ważne a co nie. 
Uczę się mówić o moich uczuciach.
O tym co mnie boli. 
Już nie duszę w sobie wszystkich negatywnych emocji. Już nie zamykam się w swojej skorupce. 
Czasami, gdy czuję, że mam ochotę popłać znów robię analizę. 
Szukam rozwiązań. 
Szukam szczęścia.
Szukam zrozumienia.

Nie szukam miłości. Ją już znalazłam!
Kocham Jezusa!
Kocham swoich poranionych rodziców.
Kocham swoje rodzeństwo i ich rodzinę!
Kocham swoje przyjaciółki!
Kocham dzieci z którymi pracuję!
Kocham mojego kota!
Kocham... mojego Ukochanego! ;* tego przy którym od ponad roku rozkwitam!
Odkąd Go poznałam nie miałam porządnego doła, zdarzały się tylko pojedyncze smuteczki czy "gorsze dni", ale właściwie nigdy nie były one spowodowane Jego osobą.
Staram się Go zrozumieć. Akceptować Jego odmienność, inne nawyki, temperament...
Uśmiecham się! Dbam o siebie! Pokocham sukienki i zawsze jak Go widzę słyszę, że pięknie wyglądam! Przy nim czuję się piękna. Tak szczerze. Polubiłam się ze sportem! Zdarza nam się razem ćwiczyć! Chociaż czasem migam się jak mogę ;P Uwielbiam Jego czuły dotyk, ściszony ton głosu i rozczochraną przeze mnie czuprynę...
Ale najbardziej mnie cieszy spokój ducha! Dar wspólnej modlitwy oraz sposób w jaki na mnie patrzy... te oczy mówią "kocham Cię", nawet gdy zeżrę swoje paznokcie, przekornie zwiążę włosy w kok, siądę ponuro na kanapie czy powiem "nic mi się nie chce". 
Czy się na Niego złoszczę? No ba! 
Ale robię to, bo mi na Nim zależy! 

Uczę się ustępować. Uczę się go chwalić. Uczę się stwarzać Mu możliwości do poczucia wyjątkowym, niezastąpionym i wspaniałym.
Czy mi to wychodzi...? No nie wiem... Niech sam oceni ;)

Bo jeśli to "nie ten" to nie wiem co Jezus musiałby zrobić, żeby mi Go wybić z głowy...

Dziękuję Bogu za moje życie, wszystkie doświadczenia i za to co mi dał.
Cieszę się że mogę być SOBĄ ;D

Zakręconą, radosną, czasem leniwą - czasem świrującą Igą ^^

Jeśli ktoś tutaj cudem zaglądnie to pozdrawiam cieplutko! ;)
Pamiętajcie, że może być tylko lepiej! ;D

Igg